Pamiętacie, jak wyglądało badanie techniczne jeszcze kilka lat temu? Sprawdzenie hamulców, luzów w zawieszeniu, rzut oka na spaliny i "szerokiej drogi". Cóż, przygotujcie się na to, że te czasy odchodzą do lamusa. Komisja Europejska uznała, że obecne przepisy z 2014 roku są już tak nieaktualne, jak telefon z klapką, i szykuje nam prawdziwe trzęsienie ziemi na stacjach diagnostycznych. Tym razem urzędnicy nie będą patrzeć tylko na to, czy z auta coś nie kapie. Teraz głównym bohaterem przeglądu stanie się komputer pokładowy i wszystko to, co staramy się w nim na co dzień ukryć. Elektronika pod lupą, czyli koniec samowolki Powiedzmy to sobie szczerze: ilu z nas, wsiadając do nowoczesnego auta, od razu szuka przycisku wyłączającego system Start-Stop albo asystenta pasa ruchu, który szarpie kierownicą przy każdym zbliżeniu do linii? Wielu kierowców idzie o krok dalej i prosi mechaników o stałe wykodowanie tych funkcji. Według nowych unijnych wytycznych, to ma być koniec takiej zabawy. Podczas wizyty na stacji, diagnosta będzie miał obowiązek sprawdzić, czy systemy wspomagające kierowcę (ADAS) są aktywne i działają zgodnie z homologacją. Jeśli system automatycznego hamowania awaryjnego albo tempomat zostały zmodyfikowane lub wyłączone programowo, auto może po prostu nie zaliczyć badania. Bruksela chce ukrócić "internetowe poradniki", jak oszukać elektronikę, twierdząc, że wpływa to bezpośrednio na nasze wspólne bezpieczeństwo. Twój samochód na Ciebie "doniesie"? To jest fragment, który może wzbudzić najwięcej kontrowersji. Od 2021 roku każde nowe auto sprzedawane w UE posiada system OBFCM (On-Board Fuel Consumption Monitoring). To taki mały "szpieg", który rejestruje rzeczywiste zużycie paliwa, przebieg i to, jak często korzystacie z napędu elektrycznego w hybrydach plug-in. Dlaczego to ważne? Bo Komisja Europejska zauważyła, że katalogowe dane o spalaniu mają się nijak do rzeczywistości. Nowy przegląd techniczny ma obejmować odczyt tych danych. Urzędnicy chcą wiedzieć, czy wasz samochód realnie spełnia normy, czy może jego emisja spalin w codziennej jeździe jest drastycznie wyższa niż podczas testów laboratoryjnych. Ma to pomóc w wyłapywaniu aut z niesprawnymi układami oczyszczania spalin lub po "chiptuningu", który wysłał ekologię na urlop. Nowe wyzwania dla stacji diagnostycznych Oczywiście, żeby to wszystko zadziałało, każda stacja diagnostyczna będzie musiała przejść technologiczną modernizację. Zamiast młotka i szarpaków, kluczowym narzędziem staną się zaawansowane czytniki OBD i oprogramowanie zdolne do komunikacji z najnowszymi modelami aut. Dla kierowców starszych samochodów niewiele się zmieni, ale właściciele aut wyprodukowanych po 2021 roku muszą liczyć się z tym, że ich pojazd zostanie prześwietlony cyfrowo. Zmiany te mają na celu nie tylko dbanie o środowisko, ale też zapobieganie sytuacjom, w których niesprawna elektronika "pomaga" nam wylądować w rowie. Czy to słuszny kierunek? Cóż, bezpieczeństwo kosztuje, a w tym przypadku ceną może być nasza prywatność i komfort jazdy bez "pikania" asystentów. A ty jak uważasz: sprawdzanie realnego zużycia paliwa przez system OBFCM podczas przeglądu to krok w stronę uczciwości producentów, czy raczej niepotrzebna inwigilacja kierowców?
| Podmiot | Typ |
|---|---|
| UE | organization |
| Komisja Europejska | organization |
| Bruksela | city |
| Warszawa | city |
| OBFCM | company |