Emocji z niedzieli 26 kwietnia, a właściwie ze wszystkich 9 dni historycznej zbiórki Łatwoganga, nie da się powtórzyć. W narodzie zrodziła się taka siła do pomocy, jakiej od wybuchu wojny w Ukrainie, chyba nikt z nas w Polsce nie widział. Impuls był potężny, ludzie zdali egzamin, Polacy pięknie potrafili się zjednoczyć. Tylko potem coś zaczęło się sypać. Polskie podwórko i podziały wróciły w zastraszającym tempie. Łatwogang dokonał rzeczy niemożliwej, każdy to wie. Nie tylko zbierając rekordową kwotę na fundację Cancer Fighters i mobilizując naród w skali nieporównywalnej z niczym innym. On dokonał też społecznego cudu, który zwłaszcza w niedzielę 26 kwietnia, wszyscy mieli na ustach. 23-latek zjednoczył Polaków. Połączył ich, pogodził, pokazał jeden cel – pomagać. Cała Polska to czuła. Znani i nieznani zalali tymi odczuciami internet: "Niesamowite jest to, jak potrafimy się jednoczyć". "Od wczoraj oglądam i płaczę! My Polacy jesteśmy wielcy i potrafimy się jednoczyć w słusznej sprawie ponad podziałami". "To, co przez ostatnie dni się wydarzyło w internecie, pokazuje do jak wspaniałych rzeczy jesteśmy zdolni, jak potrafimy się jednoczyć i jak bardzo chcemy robić dobbro". "Jeśli jest coś, co potrafimy robić naprawdę wyjątkowo, to jednoczyć się w imię dobra... ponad podziałami". Przez długi moment spokojnie żyliśmy tym pięknym odczuciem. Zero polityki, czysta pomoc, serce rośnie – Polacy to potrafią, są najlepsi. Dopóki ktoś pierwszy nie zaczął kopać Jerzego Owsiaka, nie ruszyły porównania do WOŚP, a niektórzy politycy nie zaczęli robić z nich takiego użytku, że brak słów. Przypomnijmy, inicjatorzy akcji odcięli się od polityki. Nie chcieli na streamie nic, co byłoby z nią związane. Pokazali, że bez niej można i to z jakim efektem. Wręcz na tacy zaserwowali wszystkim receptę na sukces. Mało tego – pokazali, jak słuchać młodych ludzi, jak z nimi rozmawiać, jak działać razem bez hejtu i obrzucania się błotem. Ale na prawicy w akcji Łatwoganga niektórzy zobaczyli pretekst, by uderzyć w Jerzego Owsiaka. I dalej dzielić Polaków. Berkowicz uderza w Owsiaka po akcji Łatwoganga "Można zebrać ponad 150 baniek bez robienia z siebie klauna, angażowania aparatu państwa, pchania się do polityki, pozywania ludzi za komentarze i wyzywania ludzi na Woodstockach? Można" – tak jeszcze 26 kwietnia w Owsiaka zaczął uderzać Konrad Berkowicz. Ten sam, który parę miesięcy wcześniej miał próbować wynieść z IKEA towar o wartości 394,95 zł i został zatrzymany za kasami przez ochronę. Nagle jednak stał się ekspertem od dobroczynności, jakby sam na swoim koncie miał już niezliczone zbiórki i akcje charytatywne. Polityk Konfederacji wypuścił już serię wpisów na X, w których porównał Łatwoganga do WOŚP. W jednym stwierdził, że influncer odbiera "monopol na dobroczynność" Jerzemu Owsiakowi. "Łatwogang zrobił to bez tego, z czym Owsiak nie mógłby się obyć – bez pomocy wielkich mediów, banków i całego aparatu państwa. I to Owsiaka boli najbardziej" – atakował. Padły też słowa o tym, że Owsiak "obserwuje właśnie swój upadek – upadek legendy, która nigdy nie istniała". Po co to, zwłaszcza w momencie, gdy cała Polska się cieszy? Gdy Jerzy Owsiak organizował swoją pierwszą zbiórkę Berkowicz miał 9 lat. Może nie pamięta tamtego zrywu Polaków, którego siła wystarczyła na kolejne ponad 30 lat i mimo akcji Łatwoganga, jej końca chyba nie widać. Wszyscy wiemy, że w prawie każdym szpitalu w Polsce znajduje się sprzęt z serduszkiem WOŚP. Że po 34 latach trudno pewnie znaleźć dziecko, które choćby zaraz po urodzeniu z niego nie skorzystało. Że w Polsce są jeszcze większe potrzeby, by ratować nie tylko dzieci i każda podobna akcja jest na wagę złota. "Rzecz w tym, że Jurek nigdy nie twierdził, że ma monopol. Dobroczynność może robić każdy. Zapraszamy, Pan może wyjść z pozycji nieustannego hejtu do działania. Zapewniam, to daje frajdę" – wymownie odpowiedział Berkowiczowi jezuita Grzegorz Kramer. Prawica znalazła pretekst, by dalej dzielić Polaków Owsiak nie od dziś jest wrogiem prawicy. W naTemat pisaliśmy o tym wielokrotnie, dlaczego tak się dzieje. Każdy jeden wpis o nim tu otwiera lawinę. Po akcji Łatwoganga zaczęła się wręcz na niego nagonka. Zestawianie jego zdjęć z influencerem. Porównywanie zebranych kwot. I kompletny paradoks – gdy z jednej strony mamy radość, jak świetnie Polacy się zorganizowali, tu jest wbijanie niby niewinnych szpil, które z jednością nie mają nic wspólnego. "Bez wsparcia państwa, bez wsparcia spółek i koncernów państwowych, bez lokalnych samorządów i specjalnych przywilejów w mediach mainstreamowych. Zwykła oddolna inicjatywa, bez uwikłania w polityczne układy. Można? Można" – to wpis Włodzimierza Skalika, posła Konfderacji Korony Polskiej. Słabe to przy dumie Polaków i rekordzie Guinessa, o którym mówią także za granicą. Wszyscy widzą, że te akcje są różne, tylko co z tego, skoro sens taki sam? – Niech to będzie także nauka dla wszystkich tych, którzy dzisiaj organizują jakiekolwiek zbiórki. My, przez 34 lata, robimy je w podobny sposób, to wy pokazujecie, że trzeba robić to inaczej – powiedział o akcji Jerzy Owsiak. Sam, o czym już pisaliśmy, pod swoimi filmikami o zbiórce zablokował możliwość dodawania komentarzy.
| Podmiot | Typ |
|---|---|
| Jerzy Owsiak | person |
| Konrad Berkowicz | person |
| Grzegorz Kramer | person |
| Włodzimierz Skalik | person |
| Nieznany influencer (23 lata) | person |
| Cancer Fighters | organization |
| Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy | organization |
| Konfederacja | organization |
| Korona Polska | organization |
| Polska | country |
| Ukraina | country |