"Moje dzieci mnie przerażają". Tak wymazujemy rodziców ze swojego życia

🕘 28 marca 2026 🔗 naTemat
"Moje dzieci mnie przerażają". Tak wymazujemy rodziców ze swojego życia
5W — Odpowiedzi na kluczowe pytania
Kto?Dorośli dzieci i starsi rodzice
Co?Odcinanie się od rodziców, prowadzące do samotności seniorów
Kiedy?Współcześnie, nasilające się zjawisko
Gdzie?Polska, w kontekście globalnych trendów
Dlaczego?Przeszłe krzywdy, zabieganie, moda na 'pracę nad sobą'
Jak?Poprzez ograniczanie kontaktów, ghosting, świadome decyzje
Tekst porusza problem samotności starszych rodziców spowodowany ghostingiem ze strony dorosłych dzieci, którzy ograniczają lub zrywają kontakty. Autorka przytacza przykłady z życia, w tym historię pani Krysi i Natalii, ilustrując emocjonalne konsekwencje dla obu stron. Wskazuje na modę na 'amputowanie' relacji promowaną przez coachów oraz statystyki WHO o zdrowotnych skutkach samotności. Artykuł podkreśla dramaty ukryte za danymi i brak prostych rozwiązań w skomplikowanych relacjach rodzinnych.

Zadzwonimy jutro. Albo pojutrze. A może wcale. Bo przecież kiedy mieliśmy sześć lat, matka nas za coś ukarała. A kar nie wolno dawać. Teraz się "odwdzięczymy". Albo nie zadzwonimy z zupełnie innych powodów: bo praca, bo dzieci, bo siłownia, bo pośpiech. Bo życie. Tymczasem seniorzy chorują na samotność. I bardzo często to nie jest przypadek. Kilka lat temu jechałam autobusem z pewną dużo starszą znajomą, którą pamiętam jeszcze z czasów nastoletnich. A najbardziej zapamiętałam jej dom: pełen bliskich, głośny, pachnący szarlotką. Jej dzieci grały na gitarach, na bębnach, rosły razem i wspierały się nawzajem. Wykształciły się, dorosły, mają swoje dzieci. Wyjechały z miasta. Czasem o nich myślałam i snułam wizję wielkiego, długiego stołu, przy którym siedzi właśnie ta pani i jej mąż, ich dorosłe dzieci i wnuki. "Święta tam muszą być jak z reklamy" – kołatało mi w głowie. – Dzieci dzwonią? – zagaiłam panią Krysię (imię zmienione -red.). – Dzwonią – odpowiedziała. I dodała pośpiesznie, choć bardzo smutno: – Ale tylko wtedy, kiedy czegoś chcą. Wizja dużej, wspierającej się rodziny rozsypała się jak domek z kart. A razem z nią przekonanie, że jeśli damy dzieciom wszystko, co najlepsze, one na starość odwdzięczą się choćby obecnością. Jeśli w tamtej kochającej rodzinie nie ma więzi z rodzicami, to gdzie one właściwie są? Chroń siebie, odetnij Nie znam dalszej części tej historii, bo wysiadłam z autobusu zaraz po odpowiedzi pani Krysi. Nigdy więcej jej nie spotkałam. Natomiast zewsząd słyszę o odcinaniu się od starszych rodziców. Najczęściej od tych, którzy – w imię "pracy nad sobą" i "ochrony własnej energii" – podejmują taką decyzję. Tak przecież radzą "kołczowie" z Instagrama. "Amputowanie" relacji jest dziś wręcz w modzie. Rozmawiałam o tym z dr. Sławomirem Murawcem, psychoterapeutą i psychiatrą, bardzo polecam Wam tę rozmowę. Tylko że mniej atrakcyjną stroną tej mody jest samotność starszych rodziców. Ot, z dnia na dzień wypadają z życia swoich dzieci. "Upraszczasz" – pewnie zaraz przeczytam w komentarzach. I racja, bo raczej mało co w naszym życiu jest zero-jedynkowe i rzadko jedna rzecz prowadzi do drastycznych posunięć. Czasem coś przelewa czarę goryczy. – Moja mama uważa się za najlepszą matkę na świecie – koleżanka, której historię dobrze znam, zgadza się na wypowiedź. – Ale myli się. Rzeczywiście, w domu było co niedzielę ciasto na stole, na co dzień czysto. Ja i rodzeństwo zadbane, otoczone opieką. Mama biegała na wszystkie wywiadówki, pomagała w lekcjach, pamiętała o naszych wizytach w poradniach. Ale cały czas mnie krytykowała, ośmieszała. Całe życie czułam się gorsza. Kiedy przychodzili goście, Natalia słuchała o sobie w trzeciej osobie. Matka serwowała anegdoty o jej porażkach czy słabościach jak najlepszy kawał. Dorośli śmiali się do rozpuku. To wtedy Natalia pierwszy raz pomyślała, że chciałaby zniknąć. Kiedy dorosła, zawalczyła o siebie, ale nadal ma problemy w relacjach, a w pracy brakuje jej pewności siebie. Na zebraniach rzadko się odzywa, bo w domu nauczono ją, że jej głos się nie liczy. Dla świata jej matka jest wzorem poświęcenia. Dla Natalii – źródłem jej największych lęków. Dlatego Natalia dzwoni do matki najrzadziej, jak tylko może. Czasem wcale. – Jak mam znowu usłyszeć w słuchawce prychanie, kpinę, to wolę spotkać się z nią od święta – przyznaje. Takich historii znam mnóstwo. Dorosłe dzieci wreszcie odzyskują spokój i są dumne, że nauczyły się powiedzieć NIE. Mniej szczęśliwi są starsi rodzice pozostawieni sami sobie. Raporty WHO są w tej kwestii bezlitosne: chroniczna samotność niszczy organizm tak samo, jak wypalanie 15 papierosów dziennie. Izolacja społeczna to realny wzrost ryzyka demencji o 50 proc. i udaru o jedną trzecią. W Polsce już ponad 55 proc. seniorów mieszka samotnie. Co czwarta osoba po osiemdziesiątce nie ma nikogo, do kogo mogłaby odezwać się wieczorem. Dwa lata temu nasza redakcja ruszyła z akcją "Samotność seniorów nie tylko od święta". – Nigdy nie mówię, że jestem samotna. Zawsze powtarzam, że myślami jestem z kimś. Wyobrażam sobie, jakbym nie była sama, tylko była z przyjaciółmi. I wtedy się uśmiecham – mówiła jedna z bohaterek akcji, wówczas 84- letnia Krystyna. Dalsza część tekstu poniżej O ghostingu w romantycznych relacjach mówi się bardzo wiele. Skarżymy się na forach, że ktoś, kto był nam bliski, z kim zbudowaliśmy relację, nagle nas odciął. To boli. A swoim rodzicom robimy to samo. Czasem świadomie, a czasem zupełnym przypadkiem. Jesteśmy zaganiani, utopieni w kredytach, w zajęciach dodatkowych, w logistyce codzienności. – Rano z młodszym dzieckiem odprowadzam starsze do szkoły. Potem szybkie zakupy, przygotowanie obiadu, ogarnięcie mieszkania, zabawa, drzemka. Lecę z młodszym synem po córkę do szkoły. Obiad, sprzątanie po obiedzie, szlaczki. Zadania domowe. Zajęcia dodatkowe. Kolacja, kąpiel, usypianie. Padam – przyznaje Kasia, której mąż pracuje za granicą. Z mieszkającymi setki kilometrów od niej rodzicami ma relacje raczej letnie. Kiedy poczuje wyrzut sumienia, że znów nie zadzwoniła, obiecuje sobie, że zadzwoni jutro. Ale to jutro zamienia się w tydzień. Potem w miesiąc. Wyrzuty sumienia puchną tak bardzo, że ciężko zadzwonić w ogóle. I tak wymazujemy rodziców ze swojego życia. Szklanka wody na starość? Zapomnij Za statystykami o samotnych seniorach stoją konkretne ludzkie dramaty. Niektórzy milczą, inni usprawiedliwiają swoje dorosłe dzieci, tłumacząc, że przecież są zabiegane, jeszcze inni dzielą się swoim żalem w sieci. Na profilu Żałuję rodzicielstwa na Facebooku niedawno został opublikowany bardzo poruszający post internautki, którą – jak można się domyślać – wymazały własne dzieci. Musiało to tak zaboleć, że poczuła, że zdecydowała się na macierzyństwo. "Jeśli tego nie napiszę, pęknę z bólu" – zaczyna swoją opowieść. "Mam dwoje dzieci, dorosłych, wnuki i wielką rozpacz w sercu. Wydawało mi się, że dobrze wychowałam dzieci. Nie miałam ambicji być super rodzicem, ale sobą pokazać wartości. Dziś, kiedy są dorośli, przerażają mnie". Jak pisze dalej, nigdy nie ingerowała w życie dzieci, nie dawał dobrych rad, nie oceniała. Pomagała. "Są wyrachowani, czuję się przy nich jak półgłówek, nie mogę liczyć nawet na herbatę bez zasugerowania, że napiłabym się. Wnuki roszczeniowe, a nawet na urodziny nie zadzwonią. Mam dość. Żałuję. Naprawdę żałuję" – wyznała. Internautki natychmiast przystąpiły do ataku: widocznie za mało się starała, a może była "zbyt idealna"? Sama "brzmi trochę roszczeniowo". "Dzieci wychowuje się dla świata, a nie po to, żeby podawały szklankę wody" – przekrzykiwały się w komentarzach. "Ale czego oczekujesz od dzieci i wnuków? Że będą skakać koło ciebie? Każdy ma swoje życie" – napisała jedna z komentujących, sprowadzając autorkę posta na ziemię i przekonując, że powinna korzystać z "dobrodziejstwa", jakim jest święty spokój po odchowaniu dzieci. Na szczęście pojawiły się też głosy w obronie kobiety: "Dzieci nie wychowuje się dla świata, tylko tworzy się rodzinę. Moi rodzice są mi najbliższymi ludźmi na świecie, bardzo lubię spędzać z nimi czas i nie wyobrażam sobie, że gdy będą kiedyś potrzebować mojej pomocy, odwrócę głowę, bo ‘żyję dla świata’. Co to za bezdenna głupota" – podsumowała gorzko jedna z kobiet. "A ja stanę po stronie autorki. Mam bardzo podobne odczucia względem jednego z moich i uważam, że już po komentarzach widać, że świat w tej kwestii zmienił się na gorsze" – pisze kolejna. "Nie, nie wychowujemy dzieci tylko dla innych – dla siebie też. Tak było za czasów naszych mam i babć, a teraz jest buta i egoizm – tylko daj i niczego nie oczekuj" Rodzic idealny? Takiego po prostu nie ma – Odcinanie się od ludzi tylko dlatego, że są nieidealni, nam nie służy – podkreśla Sylwia Sitkowska, psychoterapeutka i psycholożka, tłumacząc, że nie zawsze jest to dobre rozwiązanie. – Nie oznacza to jednak, że każdą relację należy utrzymywać, chodzi raczej o to, by decyzja o jej zakończeniu była świadoma, a nie impulsywna. Jednocześnie zaznacza, że w sytuacjach przemocy decyzja jest jednoznaczna. Problem zaczyna się wtedy, gdy dystansujemy się, bo rodzice nie spełnili naszych oczekiwań. – Jeśli powodem jest tylko to, że rodzice nie zawsze robili wszystko tak, jak byśmy chcieli, to izolacja nie jest dobrym rozwiązaniem. Jesteśmy istotami społecznymi i lepiej funkcjonujemy, mając sieć wsparcia – mówi Sitkowska. Jak dodaje, relacje rodzinne, choć trudne, są jednymi z najważniejszych i najtrwalszych w naszym życiu. Sitkowska nie ma wątpliwości, że doświadczenia z dzieciństwa mają potężny wpływ na to, jak wygląda nasze dorosłe życie. To perspektywa, którą psychoterapeutka regularnie obserwuje u siebie w gabinecie. Jak zaznacza, warto "przepracować" ten okres, nawet jeśli wiąże się to z uświadomieniem sobie, że rodzic nie był idealny, bo takich po prostu nie ma. – Kluczowe jest jednak to, by proces ten służył lepszemu zrozumieniu własnych mechanizmów, a nie budowaniu izolacji. Robimy to po to, aby wiedzieć, dlaczego dzisiaj funkcjonujemy tak, a nie inaczej, a nie po to, żeby się separować i być samotną wyspą. W pojedynkę żyje się dużo trudniej – precyzuje ekspertka. Jak mówi dalej, w pracy terapeutycznej często pojawia się etap konfrontacji z trudnymi emocjami. – Często pracujemy w formule, gdzie najpierw wyciągamy trudne rzeczy na zewnątrz i uznajemy, że faktycznie nie tak powinno to wyglądać. Uruchamiamy złość, aby ją z siebie wyrzucić, żeby nie "buzowała" w nas i nie wybuchła w najmniej spodziewanym momencie – tłumaczy psychoterapeutka. Zwraca przy tym uwagę, że bezpośrednia konfrontacja z rodzicami rzadko przynosi oczekiwane efekty. – Jeśli powiemy rodzicom, o co nam chodzi, oni z reguły tego nie przyjmą – zauważa, dodając, że może to prowadzić do kolejnych konfliktów i wtórnych zranień. – Dlatego róbmy to terapeutycznie, w psychoterapii lub autoterapii. Część osób decyduje się na czasową separację, która, jak podkreśla Sylwia Sitkowska, może być zdrowym rozwiązaniem. Jak dodaje, z całkowitym odcięciem się od rodziców często wiążą się określone koszty. – Brak kontaktu to nie zawsze wyłącznie ulga, lecz także decyzja niosąca długofalowe konsekwencje – zaznacza. Relacje rodzinne bywają skomplikowane także dlatego, że, jak zauważa Sitkowska, rodzice często dobrze znają emocjonalne "guziki" swoich dzieci i potrafią je naciskać, wywołując poczucie winy czy podporządkowanie. Mimo to powrót do takiej relacji po czasie separacji bywa możliwy i często przynosi zmianę. Rodzice zazwyczaj adaptują się do nowych granic. Ekspertka zwraca również uwagę na perspektywę rodzicielską. – Jako rodzice mamy tak naprawdę 10 do 15 lat na to, aby zbudować silną relację z naszymi dziećmi. Później jest o to dużo trudniej. Jeśli ten czas zostanie zaniedbany, w dorosłości relacja często opiera się bardziej na obowiązku niż na potrzebie bliskości – zauważa. Istotny jest także przykład, jaki dajemy kolejnym pokoleniom. – Pamiętajmy, że dzieci robią to, co widzą, a nie to, co słyszą. Nie oznacza to jednak, że każdą więź należy utrzymywać za wszelką cenę. Na koniec psychoterapeutka zwraca uwagę na jeszcze jeden wymiar relacji. – Ofiarowywanie uwagi i czasu innym ludziom, w tym rodzicowi, to jedna z najwyższych form rozwoju. Niekoniecznie jako obowiązek, ale jako świadomy wybór, który może wynikać z dojrzałości i wewnętrznej gotowości. Nawet jeśli rodzic był nieidealny, zainteresowanie się nim można potraktować jako element pracy wewnętrznej i "puszczania dobra w świat" – podsumowuje.

Wspomniane podmioty (Wiki)
Semantic_Extraction // 5 entities
Graf Powiązań Głównej Sутності
Entity_Network // Neural_Map
PodmiotTyp
Facebookcompany
Instagrambrand
Nataliaperson
WHOorganization
Polskacountry
Powiązane Artykuły
Related_Content // Context_Engine
Wersja statyczna dla wyszukiwarek. Pełna wersja interaktywna: otwórz z JavaScript.