Londyn pokazał mi czym jest maraton. Relacja ze startu w TCS London Marathon

🕘 07 maja 2026 🔗 Bieganie.pl
Londyn pokazał mi czym jest maraton. Relacja ze startu w TCS London Marathon
5W — Odpowiedzi na kluczowe pytania
Kto?Polski biegacz i redaktor serwisu Bieganie.pl, współpracujący z Olą Guzik, Asią Jóźwik oraz sponsorem New Balance.
Co?Relacja z udziału w TCS London Marathon – opis przygotowań, drogi na start, wrażeń z biegu i obserwacji organizacyjnych.
Kiedy?Maraton odbył się 9 kwietnia 2024 roku, a przygotowania opisane w artykule sięgają stycznia‑marca 2024.
Gdzie?London Marathon, trasa przebiega przez centralny Londyn, start z Blackheath, uczestnik przemieszcza się z Islington do Blackheath.
Dlaczego?Aby podzielić się osobistymi doświadczeniami z jednego z największych maratonów świata, pokazać jak wygląda logistycznie udział i zainspirować innych biegaczy.
Jak?Autor przygotował się intensywnym planem treningowym, w tym szybkie odcinki tempowe i długi wybiega, a następnie zapewnił logistykę dojazdu (autobusem, pociągiem) oraz zdobył miejsce dzięki wsparciu sponsora New Balance.
Polski redaktor Bieganie.pl opisuje, jak dostał się do prestiżowego London Marathon dzięki wsparciu New Balance, przygotowując się w pięć tygodni intensywnym planem treningowym. Przytacza logistykę dojazdu z Islington do Blackheath, spotkania z innymi biegaczami i szczegóły trasy, w tym pacemakerów i zmienny profil podbiegów. Relacja ukazuje zarówno emocje, jak i wyzwania organizacyjne, oraz podkreśla charytatywny charakter maratonu.

Maraton w Londynie jest dla polskiego biegacza trochę jak finał Ligi Mistrzów dla piłkarza-amatora. Wiesz, że istnieje. Oglądasz go co roku, widzisz rekordy świata, tłumy ludzi, elity biegnące przez Tower Bridge i gdzieś z tyłu głowy myślisz sobie: „Kurcze, fajnie byłoby tam kiedyś pobiec”. Ale jednocześnie wydaje się to kompletnie poza zasięgiem. Do edycji 2026 aplikowało ponad 1 milion 133 tysiące osób. Finalnie na starcie stanęło około 60 tysięcy biegaczy. Sam zgłaszałem się prywatnie dwa razy i się nie dostałem. W zasadzie robiłem to hobbystycznie. Na zasadzie: „a jak się uda, to będę się martwił później”. Szansę otrzymałem finalnie od New Balance – sponsora technicznego biegu i bardzo im za to dziękuję. W Londynie byłem już wcześniej trzy razy jako redaktor Bieganie.pl. Znałem to miasto od strony biegowej niemal na pamięć. Trasa ta sama, expo to samo, okolice mety te same. Miałem ogromny komfort psychiczny, bo wiedziałem o tym biegu prawdopodobnie więcej niż większość debiutantów. Dwa tygodnie przed startem robiłem nawet prezentację dla naszej redakcyjnej grupy wyjeżdżającej do Londynu pierwszy raz. Razem z Olą Guzik i Asią Jóźwik tłumaczyliśmy naszym biegowym kompanom: Gabrysi, Martynie, Pauli i Michałowi jak działa Londyn logistycznie, czym jest ten bieg dla brytyjskiego społeczeństwa, dlaczego jego charytatywność jest tak wyjątkowa, skąd wzięła się świnka Peppa jako symbol tegorocznej edycji i na co uważać już na miejscu. W zasadzie wiedziałem o tym biegu tyle, że jeśli nie należałem do elity sportowej, to przynajmniej do elity wiedzy o londyńskim maratonie. Trening do maratonu w Londynie Przypomnę, że nie planowałem startu w TCS London Marathon. Po maratonie w Walencji, gdzie uzyskałem wynik 3:31 przy średnim tempie około 5:00/km, wspólnie z trenerem zrobiliśmy lekkie roztrenowanie i chwilowe poluzowanie treningowe. Od początku stycznia wróciliśmy jednak do regularnej pracy, ale z zupełnie innym założeniem niż wcześniej. Głównym celem miały być krótsze dystanse i poprawa szybkości na 5 oraz 10 kilometrów. W treningu pojawiło się sporo szybkich odcinków tempowych od 400 do 1000 metrów, gdzie prędkości schodziły nawet do 4:00/km. Do tego regularny trening siłowy, siła biegowa oraz weekendowy obóz w Centralnym Ośrodku Sportu w Spale. Tygodniowo biegałem wtedy około 40–50 kilometrów. Efektem tej pracy był start 15 marca w biegu BeMore5K na Bemowie, gdzie pobiegłem życiówkę 20:47 na 5 kilometrów, czyli średnio po 4:09/km. I właśnie wtedy, kilka dni później, pojawiła się możliwość startu w Londynie. To był moment, w którym wszystko znowu trochę się zmieniło. Dane z zegarka – bieg na 5km Do drugiego zaplanowanego wcześniej startu – Półmaratonu Warszawskiego podeszliśmy więc bardzo świadomie. Z jednej strony nie chcieliśmy go odpuszczać, ale z drugiej wiedzieliśmy już, że za chwilę rozpoczną się przygotowania maratońskie, których wcześniej w ogóle nie planowaliśmy. Ten start miał być mocny, ale kontrolowany. Finalnie ukończyłem półmaraton z wynikiem 1:36:48 przy średnim tempie 4:34/km i właśnie wtedy zaczęło do mnie docierać, że Londyn może być naprawdę szybkim biegiem. Dane z zegarka – Półmaraton Warszawski Problem polegał na tym, że do startu zostało wtedy pięć tygodni. Na typowe przygotowania maratońskie było po prostu za mało czasu. Udało nam się zrealizować jeden bardzo mocny long run na poziomie 32 kilometrów, a poza tym skupiliśmy się głównie na treningach wytrzymałości tempowej – 10×800, 3×4 km i 9×1 km. I szczerze? Myślę, że właśnie dlatego ten maraton był tak specyficzny. Niby miałem za sobą już dwa maratony, ale organizm był przygotowywany bardziej pod szybkość niż pod kolejne 42 kilometry. I być może właśnie dlatego Londyn tak mocno mnie później rozliczył. Obejrzyj mój trening 10x800m Obejrzyj mój trening 9x1km Jaki jest TCS London Marathon Porównując do biegów w Polsce, zarówno Londyn jak i Nowy Jork są po prostu ogromnymi operacjami logistycznymi. O ile w Nowym Jorku opisywałem już wcześniej wielogodzinną wyprawę na start, o tyle Londyn jest łatwiejszy. Ale dalej trzeba założyć około godziny podróży. Nasza logistyka na start Każdy, kto mieszka w centrum miasta, musi mieć świadomość, że dojazd na start to minimum jeden, a zazwyczaj dwa środki transportu. My zatrzymaliśmy się w hotelu n how London w dzielnicy Islington, która okazała jest mało wygodna logistycznie pod sam start. Z hotelu do stacji mieliśmy około 40 minut autobusem, później jeszcze 15 minut pociągiem do Blackheath. Na szczęście londyńska komunikacja działa znakomicie. Pociągi jeżdżą co kilka minut. Problem polega na tym, że wszyscy jadą w tym samym kierunku. My na dworcu wsiedliśmy dopiero do czwartego pociągu, bo wcześniejsze były kompletnie przepełnione. Mała nerwówka zaczęła się już wtedy. Z hotelu wyszliśmy o 7:20. Na Blackheath byliśmy około 8:50. A start? 9:30. Więc sami odpowiedzcie sobie, czy to dużo czasu, czy mało. W praktyce ledwo dojechaliśmy, skorzystaliśmy z toalety i mogliśmy iść do swojego koralu. Ogromnie wygodne jest to, że z numerem startowym podróżujesz za darmo. Nie ma żadnych dodatkowych biletów czy opasek. Pokazujesz numer kierowcy autobusu i jedziesz. Pokazujesz go obsłudze metra i otwierają ci bramkę. Proste i bardzo przyjemne. tatuaż Pana biegacza W autobusie zaczepił nas inny pasażer – biegacz. Na moje oko około 55 lat. Pyta: Jedziecie na maraton? Odpowiadamy : Tak. A pan? Ja też. To mój drugi start. Drugi w Londynie? Tak. Startowałem w zeszłym roku A jaki czas Pan miał? A on z ogromną dumą: 7 godzin i 15 minut. I wiecie co? Ani przez sekundę nie pomyślał, że powinien się z tego tłumaczyć. Nie miał kompleksów. Nie próbował się wybielać. Był dumny z tego, że biegnie Londyn. Powiedział: Kocham ten event. Kocham to miasto. Nawet zrobiłem sobie tatuaż na pamiątkę. I to było dla mnie bardzo ciekawe zderzenie. My pracujemy na czas. Liczymy treningi, tempa, tętna, życiówki. Naprawdę bardzo pozytywnie mnie to nastawiło przed biegiem. Zdjęło ze mnie ogrom stresu. Pomyślałem: „Kurde, trzeba się cieszyć z samej szansy. Z tego, że możesz pobiec właśnie tutaj”. I zakończył to zdaniem: Easy. To fajna przygoda. kolejki w oczekiwaniu na pociąg Na dworcu kolejowym było już morze ludzi. Tłumy biegaczy płynące w jednym kierunku. Samo miasteczko? Powiem szczerze: trochę przypominało mi pole Woodstocku albo Kortowiady. Jedno wielkie pole. Balony oznaczające strefy. Toi toie. Bramki bezpieczeństwa. Depozyty. I tyle. Nie było tego, co pamiętam z Nowego Jorku: psów terapeutycznych, darmowych donutów, kawy czy herbaty. Po prostu pole, toaleta, depozyt i idziemy na start. I w sumie… po co więcej? Wszystko było bardzo dobrze oznaczone. Każda strefa miała swoje ciężarówki depozytowe, osobne wejścia i własny system wpuszczania. My startowaliśmy z pierwszej fali żółtej strefy. Obok nas stali biegacze z kolejnych fal i byli wpuszczani co kilka minut. Później na trasie dwa razy minęli mnie pacemakerzy na 3:00 i 3:10, więc przez chwilę było mi miło, że jeszcze w okolicach 30 km jestem gdzieś obok nich Miasteczko biegacza – w drodze do swojej strefy Trasa i kibice w Londynie Kilka dni przed biegiem słuchałem znajomych, którzy mówili: Pierwsze 5 km jest ciągle w dół. Jakbyś zbiegał z wiaduktu. A ja miałem dokładnie odwrotne odczucia. Raz było płasko, raz lekko w dół, ale skoro było w dół, to zaraz znowu do góry. Mówię więc: Przecież my ciągle wychodzimy na zero. I tak właśnie zapamiętałem początek Londynu. Góry i doliny. Takie to były mniej więcej zbiegi Plan na bieg był bardzo prosty. Pobiec całość mniej więcej po 4:55/km. Ale prognozy mówiły jasno: 20 stopni, pełne słońce, bezchmurne niebo. Dlatego dzień przed startem z trenerem podjęliśmy decyzję, że pierwszą połówkę biegnę trochę szybciej, zanim około południa zrobi się prawdziwa patelnia. To była jedna z przyczyn, dla których pobiegłem bez pasa tętna. Chciałem biec bardziej na samopoczucie niż na cyfry. Miałem tylko prostą kontrolę: zegarek wibrował co kilka kilometrów, żebym sprawdził czy nie zwolniłem bardziej niż zakładane 4:55. Plan wyglądał mniej więcej tak: 21 km mocno, 10 km utrzymać, 10 km walczyć, 2 km piłować do mety. Brzmi pięknie na papierze Do 5 kilometra było jeszcze dość spokojnie. Jeśli można powiedzieć, że przy ciągłym rzędzie ludzi jest spokojnie. Ale to był tylko przedsmak. Kibice niemal na całej trasie Od 10 kilometra tłumy zaczęły się wylewać na trasę. 3, 4, 5 rzędów ludzi. Trybuny. Wrzeszczący kibice. Atmosfera jak przy bardzo ważnym meczu. To nie były zwykłe oklaski. To był hałas, który cię niósł. 20 kilometr i wbiegnięcie na Tower Bridge. Atrakcja numer jeden Londynu. Piękne doświadczenie. Wtedy wyjąłem telefon, żeby nagrać dla Was ujęcia do vloga. Na moście było bardzo ciasno i bardzo głośno. Czuć było gigantyczną energię ludzi i taką prawdziwą wiarę w obcych biegaczy. Tower Bridge – Maraton w Londynie Po zbiegnięciu z Tower Bridge wiedziałem, że zaczyna się trudniejszy fragment. Wąskie uliczki, mostki, tunele, mnóstwo zakrętów i trochę mniej kibiców. Ta część trasy była dla mnie takim wyrostkiem robaczkowym całego maratonu. Bardzo chciałem już z niej wybiec. Czułem się tam trochę przytłoczony ilością zakrętów i ciasnotą. Właśnie tam, około 21 kilometra, minęła mnie elita mężczyzn, która chwilę później pobiła rekord świata. A później przyszło 30 km. I wtedy zaczęły się prawdziwe problemy. Najpierw bark. Kilka wymachów i puściło. Ale później biodra i nogi. Czułem się tak, jakbym z każdym krokiem coraz bardziej zapadał się w sobie. Próbowałem trzymać wyprostowaną sylwetkę, ale miałem przed oczami obraz ludzi wbiegających na metę kompletnie połamanych. I wtedy podjąłem decyzję: „Nie zrobię tego co w Nowym Jorku. Nie zwolnię mentalnie.” Skróciłem krok, lekko się pochyliłem i powiedziałem do siebie: Dobra. To teraz jest twój easy pace. I to był chyba najważniejszy moment całego biegu. Zacząłem sobie wizualizować, że przede mną nie jest już maraton. Tylko moja zwykła domowa trasa. 12 km. Takie, które zawsze robiłem po pracy albo rano. W deszczu. W święta. W zimie. Mówiłem do siebie: Dobra. Dwa łyki wody. Żel jest. Lecimy spokojnie do domu. Od 30 kilometra do mety biegłem już totalnie na wyczucie. Jak się później okazało: zwolniłem z około 4:55 do 5:10–5:15. Ale starałem się po sobie nie pokazywać, że coś jest nie tak. Okolice 41 km – London Eye, przed Big Ben Wiedziałem, że mam ogromny zapas z pierwszej połowy. Wiedziałem, że będzie życiówka. Tylko nie miałem pojęcia jaka. Na 40 kilometrze spojrzałem na zegarek. 3:16 z hakiem. I zacząłem robić matematykę życia: 2 km po 5 minut… 195 metrów… ile ja muszę pobiec żeby złamać 3:25? Ludzie, którzy nie biegli maratonu, naprawdę nie zrozumieją tej matematyki. Ja tam liczyłem jakieś kompletnie absurdalne wzory. Nic się nie zgadzało. Ale kiedy wbiegłem na metę z czasem 3:26:48 byłem z siebie maksymalnie zadowolony. Bo na ostatnich 10 kilometrach naprawdę nie miałem już z czego przyśpieszyć. Nie chodziło o motywację. Nie chodziło o charakter. Ja po prostu nie potrafiłem wyżej podnosić nóg. Kiedy zatrzymałem się po medal i zacząłem iść do naszej ekipy, mój krok miał może 40 centymetrów długości. Nie mogłem zrobić normalnego kroku. Nie wiem co dokładnie się spięło. Biodra? Plecy? Dwójki? Ale do dziś mnie to trzyma. I szczerze? To był pierwszy maraton, po którym naprawdę poczułem: „Dobra. Organizm wystawia rachunek.” Nowy Jork mnie zmęczył. Walencja mnie wyczerpała. Ale Londyn mnie zjadł. I mimo tego wszystkiego… to był chyba najtrudniejszy maraton z całej trójki. W jakich butach przebiegłem maraton/y ? Trzeci maraton z rzędu przebiegłem w New Balance Rebel v5. I serio uważam, że dla ludzi takich jak ja, którzy nie są przyzwyczajeni do karbonu, męczą się w bardzo miękkich butach i chcą mieć uniwersalny model do wszystkiego, to jest fenomenalny but. Biegałem w nim: 10×800, 9×1 km, longi po 30 km, trzy maratony. Zero otarć. Zero problemów z łydkami. Zero skurczów. Czy szybszy karbonowy model dałby mi lepszy czas? Może. Ale równie dobrze mógłby mnie kompletnie zniszczyć. I dziś, po trzech maratonach w pół roku, wiem jedno: czasem największą wygraną nie jest szybszy wynik. Tylko to, że w ogóle jesteś w stanie następnego dnia normalnie chodzić Zapraszam Was do naszego wideo reportażu!

⚡ Kluczowe Fakty
  • fact W edycji 2026 do London Marathon zgłosiło się ponad 1,13 mln osób, a startuje ok. 60 tys. biegaczy.
  • fact Autor uzyskał miejsce dzięki wsparciu technicznemu New Balance.
  • quote „Kocham ten event. Kocham to miasto.” – wypowiedź starszego biegacza z tatuażem.
  • impact Logistyka startu wymaga przesiadki autobusem i pociągiem; numer startowy upoważnia do bezpłatnego transportu publicznego.
  • warning Pięć tygodni przygotowań to bardzo krótki okres – zwiększa ryzyko problemów z wytrzymałością w drugiej połowie maratonu.
Wspomniane podmioty (Wiki)
Semantic_Extraction // 12 entities
Graf Powiązań Głównej Sутності
Entity_Network // Neural_Map
PodmiotTyp
Asia Jóźwikperson
Centralny Ośrodek Sportu w Spaleorganization
Gabrysiaperson
New Balancecompany
Walencjacity
Paulaperson
Blackheathcity
TCS (Tiger Team Solutions)organization
Londyncity
Warszawacity
Bieganie.plorganization
Ola Guzikperson
Powiązane Artykuły
Related_Content // Context_Engine
Wersja statyczna dla wyszukiwarek. Pełna wersja interaktywna: otwórz z JavaScript.