Jeśli jeździcie po Warszawie, na pewno kojarzycie to miejsce. Aleje Jerozolimskie, wysokość numeru 239, wylotówka na Pruszków. To tutaj stoi (a właściwie dogorywa) urządzenie, które stało się symbolem walki kierowców z systemem. Fotoradar-rekordzista w Warszawie znów został zniszczony i wygląda to na regularną bitwę, której drogowcy zdają się nie wygrywać. Fotoradar w Alejach Jerozolimskich po raz kolejny przypomina pobojowisko. Rozbita obudowa, zniszczona szyba osłaniająca obiektyw i radar prędkości. Wygląda to tak, jakby ktoś potraktował go ciężkim młotem albo serią precyzyjnych rzutów kamieniami. To nie jest zwykły akt wandalizmu. To już niemal tradycja. Jak opisuje reporter TVN Warszawa, Mateusz Mżyk, urządzenie zostało "zdemolowane twardym przedmiotem". I choć nad fotoradarem dumnie pręży się kamera monitoringu, która miała odstraszać sprawców, w praktyce okazała się jedynie niemym świadkiem kolejnej egzekucji na elektronice. Dlaczego fotoradar w Ursusie budzi takie emocje? Można by pomyśleć: "ot, kolejna stłuczona szybka". Ale kontekst jest tu kluczowy. Ten konkretny fotoradar w Ursusie to prawdziwa maszynka do zarabiania pieniędzy. Od momentu uruchomienia w listopadzie 2024 roku do stycznia 2025 roku, urządzenie zarejestrowało ponad 12,5 tysiąca naruszeń prędkości. To wynik, którego mogłyby mu pozazdrościć wszystkie inne fotoradary w Polsce razem wzięte. Problem polega na tym, że stoi on na odcinku, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h, choć szerokość jezdni i charakter trasy podpowiadają kierowcom coś zupełnie innego. Efekt? Tysiące mandatów i narastająca agresja, która znajduje ujście pod osłoną nocy. Recydywa, siekiery i farba – kronika dewastacji Historia tego urządzenia to gotowy scenariusz na film sensacyjny klasy B. Luty 2025: Pierwsza dewastacja. Straty? 50 tysięcy złotych. Marzec 2025: Naprawa trwa tygodnie. Po powrocie na posterunek fotoradar wytrzymuje... dobę. Ktoś potraktował go przedmiotem przypominającym siekiery. Początek 2026: Oblanie farbą. Szybka akcja czyszczenia, powrót do pracy. 30 marca 2026: Urządzenie znów jest „ślepe”. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że mimo nagrań z monitoringu i ewidentnej seryjności tych zdarzeń, Komenda Stołeczna Policji na razie milczy w kwestii oficjalnego zawiadomienia o najnowszym uszkodzeniu. Bezpieczeństwo czy pułapka na mandaty? Fotoradary powinny stać przede wszystkim tam, gdzie jest naprawdę niebezpiecznie, czyli przy szkołach, przejściach dla pieszych czy niebezpiecznych skrzyżowaniach. Kiedy jednak "najbardziej dochodowe urządzenie w mieście" jest notorycznie niszczone, warto zadać pytanie o społeczny odbiór takich instalacji. A może jednak i w tym przypadku to właśnie kwestie bezpieczeństwa powodowały decydentami, że zdecydowali się na umiejscowienie tego urządzenia w tym miejscu. Czy nowy fotoradar w Warszawie faktycznie poprawił tę kwestię? Statystyki mandatowe mówią jedno, ale widok zniszczonej obudowy mówi coś zupełnie innego o nastrojach panujących wśród warszawskich kierowców. Jedno jest pewne: serwisanci CANARD-u znów będą mieli pełne ręce roboty.
| Podmiot | Typ |
|---|---|
| Warszawa | city |
| Aleje Jerozolimskie | region |
| Komenda Stołeczna Policji | organization |
| CANARD | brand |
| Ursus | region |
| Mateusz Mżyk | person |